|
|
Rozdział II - Im mniej wiesz, tym lepiej żyjesz. -
17/07/2009 21:47:05
Witam Was, Moi Drodzy.
Jestem bardzo szczęśliwa, że czekaliście na kolejny rozdział.
Muszę przyznać, że pobyt we Francji wyszedł mi na dobrze i wena w końcu mnie odwiedziła. ;) Zmieniłam nieco styl, zresztą sami zorientujecie się o co chodzi. :)
To może nie jest zbyt powalające, na dodatek jest krótkie, ale się starałam i na pewno niedługo dodam kolejną część.
Dziękuję Wam za komentarze i zapraszam do czytania.
----
Nigdy do końca nie rozumiałam życia. Oczywiście, starałam się wszystko powoli poukładać tak, aby to miało jakikolwiek sens. Jednak przez mój porywczy charakter mało rzeczy mi wychodziło. Fakt, lubiłam się za to mścić na całkowicie niewinnych osobach. To zdarzało mi się dość często. Na przykład cóż zrobiła mi taka Aurora? Pragnęłam sprawić jej ból tylko dlatego, że ja kiedyś cierpiałam. Tylko dlatego, że ma wszystko, a ja nic.
Sofie uśmiechnęła się pod nosem dobierając odpowiedni kolor szminki do swojej dość jasnej karnacji.
Już dawno nie czułam takiej potrzeby, aby czuć się atrakcyjną. Nawet wtedy, kiedy mój makijaż nie jest perfekcyjny. W końcu muszę być choć w małym stopniu piękna tylko dlatego, aby spróbować ją zranić. Jak róża swoimi kolcami. Taka linia obrony.
Wstała dokładnie wygładzając swoją suknie. Od niechcenia spojrzała przez okno przyglądając się uważnie Aurorze. Na nieszczęście Sofie, jej towarzyszka, była zwykłą, ale bardzo ładną dziewczyną, która, swoją uległością i pragnieniem niesienia dobra, mogła zdobyć sympatię każdej osoby. To była jedyna przeszkoda, która była najtrudniejsza do pokonania. Dlatego zniszczenie jej wizerunku zostawiła sobie na końcu.
Nauczyłam się radzić ze swoją zgorzkniałą mimiką twarzy. Jestem niemalże jak stewardessa, która uśmiecha się na pokładzie samolotu niczym idiotka na widok nowych kosmetyków. Nawet teraz, ani mój dziadek, ani babcia całkowicie nie spodziewa się tego, co planuję, ani tego, że mogę być choć trochę poirytowana bądź zła. Cudownie jest mieć choć odrobinę talentu aktorskiego.
- Wychodzę z Aurorą. - Powiedziała wymuszając odpowiedni wyraz twarzy. - Nie mam pojęcia, o której wrócę. Ma mi w końcu tyle do pokazania!
I poszłam. Widziałam jacy są szczęśliwi, że zaledwie po paru godzinach udało się niby mojej przyjaciółce z dzieciństwa przywrócić mi dobry humor. No cóż, może dobrze, że nie zdawali sobie sprawy z tego, że najchętniej połknęłabym dziesięć tabletek nasennych.
Pogoda była piękna. W końcu Sycylii praktycznie zawsze towarzyszyło słońce, więc Sofie miała nadzieję, że niedługo zyska taką samą opaleniznę, jak osoby zamieszkujące tę wyspę. Choć czasami chciała, aby nadal miała biały kolor skóry, lecz wygrywała niezwykła niechęć do wyróżniania się spośród otoczenia. Dlatego wolała przystosować się do reszty.
Sofie czuła się jak Afrodyta. Przynajmniej starała przywrócić u siebie wiarę w swoje uwodzicielskie możliwości. W końcu była kobietą, a płeć piękna dzięki urodzie mogła zdobyć wszystko.
Aurora starała się u towarzyszki wywołać miłe wspomnienia z dzieciństwa. Miała nadzieję, że idzie jej dobrze, do czasu, gdy Sofie nie zapaliła papierosa.
Aurora strasznie nie lubiła zapachu dymu papierosowego. Kojarzył jej się z nerwową atmosferą. Oczywiście dzięki ojcu, który, gdy miał zły nastrój, lubił sobie zapalić.
Zresztą uważała to za typowo męski nałóg, więc tylko skrzywiła się na widok kobiety, która trzyma w ustach papierosa. Jednak uwagi jej nie zwróciła, aby nie popsuć atmosfery między nimi.
- Pamiętasz to miejsce? - Spytała niepewnie spoglądając na nią uważnie.
Sofie wzruszyła ramionami.
- Jasne. - Odpowiedziała niezainteresowana. - Właśnie tutaj moje ciało wzbogaciło się o jedną bliznę więcej. Nie mam więc przyjemnych wspomnień.- Wyrzuciła papierosa i zgasiła go nogą. - Pójdziemy do kawiarni? Zaprowadź mnie tylko do jakiejś najlepszej. Bardzo lubię napić się dobrej kawy.
Uwielbiałam woń espresso, a kochałam pianę, w której znajdowała się większość aromatu. Jednocześnie ta kawa otwierała mi oczy jak i pozwalała dokładnie wszystko przemyśleć. Nie mogłam sobie pozwolić przecież nawet na drobne potknięcie.
Sofie przyglądała się Aurorze bardzo dokładnie. Czekała na rozpoczęcie rozmowy, gdyż chciała się dowiedzieć czegoś więcej o towarzyszce.
Nie musiała długo czekać, gdy Aurora zaczęła opowiadać o życiu prywatnym dawnych znajomych oraz swoim. Sofie słuchała tego z dość dużym zainteresowaniem. Dowiadywała się o wielu przydatnych faktach, które powoli układała sobie w głowie.
Planowała wykorzystać niewierność Włochów. Zdrada niszczy wiele, a na pewno w jakiejś części rujnuje życie ofiary. Niby Aurora była pewna swego narzeczonego, jednak Sofie była niemalże przekonana, że jej wybranek ma wiele przyjaciółek, a jej towarzyszka stara się tego nie widzieć, albo nie dopuszcza do siebie myśli, że może tak być.
Sofie starała się drążyć temat, aby zasiać pewnego rodzaju niepewność w Aurorze. Czuła, że powoli jej się to udaje, jednak wystarczyło jedno słowo, aby przesadzić.
- To, że twój mąż robił z ciebie idiotkę to nie znaczy, że i mój musi.
Wtedy wstałam. Nie kontrolowałam swojego zachowania, nawet nie słyszałam tego co do mnie mówi. Przywołała cholernie bolesne wspomnienia i automatycznie zbiła mnie z tropu. Przyznaję, udało jej się. Ale przysięgam, że odpłacę jej tym samym.
Sofie rzuciła pieniądze na stół i Aurorze ostre spojrzenie, które świadczyło o tym, że ma za nią nie iść.
Przedzierałam się przez tłum spoconych, ale szczęśliwych ludzi. Chciało mi się płakać, choć obiecałam sobie, że nie uronię żadnej łzy przez mężczyznę. Tłumaczyłam więc to wszystko tak, że moja głupota jest warta słonej cieczy.
Sofie dopiero teraz zauważyła, że powoli się ściemnia. Usiadła pod ścianą na jakiejś pustej, wąskiej uliczce. Schowała głowę w kolanach i wtedy zaczęła cicho szlocha. Trwało to jednak chwilę, gdyż po chwili sięgnęła do torebki po parę tabletek uspokajających, które nazywała tabletkami szczęścia. Zdawała sobie sprawę z tego, że jest od nich uzależniona, lecz nic nie chciała z tym robić. Stwierdziła, że nadal będzie żebrać u swojego lekarza o kolejne opakowanie.
Odwróciła głowę w prawą stronę i z wrażenia przetarła oczy.
Ujrzałam wtedy coś cudownego. Była oparta o czerwoną, ceglaną ścianę i paliła slima. Uważnie się jej przyglądałam, a szczególnie pięknym, długim, prostym włosom koloru orzechowego. Miałam nadzieję, że mnie nie widzi, gdyż nie chciałam jej spłoszyć, albo wyjść na idiotkę. Po raz pierwszy nie zrobiłam się zazdrosna o jej urodę, choć była śliczna. Pragnęłam z nią jak na razie tylko porozmawiać.
Kobieta wywarła na Sofie piorunujące wrażenie. Musiała przymknąć na minutę oczy, aby uspokoić swoje serce. Nigdy czegoś takiego nie poczuła. Bała się tego, a jednocześnie była strasznie zaintrygowana czemu tak reaguje.
Powoli otworzyła oczy, lecz gdy spojrzała ponownie w miejsce, gdzie stała to zastała tylko niezgaszonego papierosa. Sofie od razu poderwała się z miejsca i przeszła parę kroków w nadziei, że ją jeszcze ujrzy.
Słyszała tylko w oddali stukot obcasów. Mimo tego, że wiedziała, że dzisiaj jej już nie zobaczy podążyła za tym dźwiękiem. Było już dość ciemno, więc odczuwała wewnętrzny strach przed tym, że coś może jej się stać. Starała się więc jak najciszej stawiać kroki, ciesząc się w duchu, że nie założyła szpilek.
Do moich uszu dobiegło dość przeraźliwe błaganie o życie... Wręcz lament. Stanęłam w miejscu w kompletnym bezruchu, gdyż bałam się odwrócić głowę w jakąkolwiek stronę. Jeszcze ten drwiący męski śmiech... A potem strzał, który wystraszył mnie tak, że aż pisnęłam.
Sofie spojrzała w miejsce, gdzie to wszystko się stało. Widziała leżącego mężczyznę i kogoś, kto nad nim stał i nadal celował bronią w ciało. Był to przerażający widok, od którego jednak nie mogła oderwać wzroku.
W końcu morderca na mnie spojrzał. Ja nadal stałam, jednak, gdy zrozumiałam jak duże jest niebezpieczeństwo z jego strony, zaczęłam biec w kierunku miasta. Miałam nadzieję, że mnie nie dogoni. Gdy dobiegłam do centrum miałam akurat to szczęście, że właśnie stawał autobus, do którego wsiadłam bez większego zastanowienia. To było moje jedyne wybawienie.
Sofie starała się uregulować oddech. Spojrzała przez szybę i znowu go zobaczyła, jednak mogła cieszyć się tym, że gdy ona już odjeżdżała to on znalazł się dopiero na przystanku.
Nadal przed oczami miała tę scenę, której nie potrafiła wymazać z pamięci. Nie wiedziała co ma teraz robić, więc skuliła się na siedzeniu. Jednego była natomiast pewna - musiała milczeć.
Przepraszam.
6/07/2009 22:12:02
Moi Kochani!
Wiem, że zawaliłam sprawę odnośnie dodania na moje opowiadanie kolejnego rozdziału, jednak nie złośćcie się na mnie zbyt długo, bo kolejną część mam napisaną do połowy. :)
Brakuję mi trochę weny, lecz mam dobre myśli, bo jadę do Francji i mam nadzieję, że zmiana miejsca wpłynie na nią i od razu po powrocie dodam nową część.
Więc bloga nie porzuciłam. :)
Wasze opowiadania skomentuję po powrocie. Obiecuję, że nadrobię wszystko. Teraz nie miałam czasu, a we Francji nie wiem, czy będę miała dostęp do internetu. Niemniej dziękuję za powiadomienia, bo na pewno wejdę i z miłą chęcią przeczytam Wasze prace.
I przepraszam za zwłokę. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe. Jesteście mi bardzo drodzy, a moja twórczość bez Was nie miała by żadnego znaczenia.
DZIĘKUJĘ WAM!
I przepraszam...
Pozdrawiam Was ciepło i życzę udanych wakacji.
A z obietnicy się wywiążę.
Sirène.
Rozdział I - Ususzone płatki róż. -
16/04/2009 22:01:31
Dziękuję za komentarze.
Tego rozdziału nie będę nikomu dedykować, bo mnie nie zachwyca...
Mam jednak nadzieję, że będzie Wam się dobrze go czytało...
Zapraszam.
PS Muzykę zostanie naprawiona już niedługo, prawdopodobnie jutro. Proszę o cierpliwość.
PS Pozwolę sobie skopiować z wikipedii:
Garota (hiszp. garrote) - broń wykorzystywana od czasów starożytności przez zabójców do szybkiego duszenia ofiar. Jest to kawałek dość cienkiego, lecz wytrzymałego materiału, do uchwycenia oburącz i zaciskania na szyi ofiary.
Jako ze odnośnie sformuowania padło kilka pytań.
---
Delikatnie i rozważnie stąpała po kamienistym wybrzeżu aby się nie zranić. Gdzieś w oddali słyszała szum fal, które wprawiały ją w stan ukojenia, mimo iż ich nie widziała. Uśmiechała się momentami szeroko, przypominając sobie najcudowniejsze chwile ze swojego życia. Miała ochotę biegać, tańczyć, a nawet śpiewać, gdyż już od dawna nie towarzyszył jej taki wspaniały nastrój... Jednak nagle stanęła na kamieniu, a jej suknia falowała pod wpływem wiatru. Zmarszczyła czoło, a jej oczy napełniły się łzami... Momentalnie w wyobraźni, stanął jej przykry widok, o którym tak bardzo chciała zapomnieć... Zaczęła więc powoli cofać się w ciemną otchłań cichutko płacząc.
Nie chciała aby ktokolwiek widział jej łzy.
Nie chciała aby on wiedział, że sobie nie radzi...
... Nie chciała dać mu satysfakcji, choć była przekonana, że i tak już ją zniszczył.
Zbudziły ją ciepłe promienie słońca. Od samego przebudzenia towarzyszyła jej złość i ogromny smutek oraz żal do samej siebie. Wbiła paznokcie w poduszkę tak mocno, jakby chciała komuś zadać ból, choć wiedziała, że to niemożliwe.
Podniosła się z wielkim trudem, jednak wyjścia nie miała. Czuła jak jej ręce drżą, więc już odruchowo sięgnęła do torebki po leki uspokajające. Gdy je połknęła poczuła ogromną ulgę, choć nie zaczęły jeszcze działać.
Wyjęła także lustro i niechętnie w nie spojrzała. Jej falowane blond włosy dawno straciły swój połysk, a oczy blask. Westchnęła ciężko, choć jej wygląd nie robił na niej żadnego wrażenia. Fakt, dość często wracała do czasów, w których jej uroda była wizytówką, niemalże wszystkim co posiadała. A teraz...? Mimo dwudziestu dwóch lat była całkowicie bezużyteczna.
Starannie schowała lustro pod poduszką na wszelki wypadek, gdyby chciała szybko zerknąć na swe odbicie.
Spojrzała na drzwi, gdyż usłyszała, że ona, nieliczna osoba z jej rodziny, która starała się ją wspierać, idzie do jej pokoju.
- Och, Sofie... Cieszę się, że już wstałaś...
Melodyjny głos był wspaniałą muzyką dla uszu. Sofie nawet chciała się uśmiechnąć na widok swojej babci, jednak wyszło to bardzo sztucznie.
Elena, mimo iż miała już siedemdziesiąt lat trzymała się bardzo dobrze. Jako rodowita Włoszka była nauczona aby nie wtrącać się do życia prywatnego swoich dzieci oraz wnucząt. Tę kwestię zostawiała mężowi.
- Tak babciu. Przepraszam, że wczoraj od razu poszłam spać, ale byłam bardzo zmęczona. Lot mnie całkowicie wyczerpał. - Sofie przetarła ręką oczy. - Nie martw się, zejdę na dół. Zjem przy stole.
Gdy Elena zamknęła za sobą drzwi to dopiero po pięciu minutach zwlekła się z łóżka. Doskonale wiedziała, że nie radzi sobie z depresją, a jej stan psychiczny jest w opłakanym stanie. Jednak to za namową terapeuty zgodziła się wylecieć na Sycylię i spędzić parę miesięcy z rodziną, której dawno nie widziała.
Zresztą od dawna marzyła o urlopie... Jednak gdy teraz nadarzyła się okazja i wyjechała to nie potrafiła się tym cieszyć.
Podczas jedzenia nikt się nie odezwał. Elena nie miała odwagi zabrać pierwsza głosu, a dziadek nie za bardzo chciał zaszczycić wnuczki swym wzrokiem. Sofie natomiast delektowała się jedzeniem swojej babci. Zazdrościła jej talentu gastronomicznego, którego ona nigdy nie posiadała. Nie potrafiła zrobić nawet najprostszego dania. No, może poza jajecznicą.
Sofie zamyślona, grzecznie wstała od stołu i udała się do ogródka. Nie śniło jej się przez parę dni wychodzić z domu, choć miała w zamiarze zwiedzić Palermo, jednak doskonale wiedziała, że jej obecny stan nie pozwoli na całodniowe wycieczki. Szczególnie sama.
Przygryzła dolną wargę siadając na trawie. Dłonią gładziła trawnik, starając się nie płakać.
Jednak gdyby zobaczyli jej zły to może zaczęliby jej bardziej współczuć. Po prostu uwielbiała się nad sobą użalać.
- Popatrz na nią, Marcello. - Powiedziała Elena uważnie obserwując wnuczkę. - Ona się gubi. Może czuje się tutaj jak w więzieniu? Zrób coś! Martwię się o nią... - Ujęła męża za rękę.
Marcello starał się nie odpowiadać, choć wiedział, że jego żona będzie nalegać. Ale co on w zasadzie mógł? To było życie Sofie, a że nie wychowała się na Sycylii to ani on, ani ojciec dziewczyny nie mógł ingerować w jej wybór.
Jednak przez ten widok bolało go serce... Bo Sofie była dla niego pięknym kwiatem, który teraz usycha... I to, wydawałoby się, z błahego powodu.
- Może zadzwonilibyśmy po Aurorę? Lubiły się w dzieciństwie. - Elena próbowała dalej nakłonić męża do chociażby najmniejszej dyskusji.
Marcello spojrzał na nią beznamiętnym wzrokiem.
- Nie wiem czy to dobry pomysł... Aurora niedługo wychodzi za mąż. - Ścisnął mocniej dłoń Eleny. - Ale dobrze, nie mogę już patrzeć na jej smutek... Chcę ponownie usłyszeć jej śmiech.
Sofie opuszkami palców gładziła krwiste płatki róż. Z całego krzewu tylko jeden kwiat był wyrazisty i wyróżniał się swą urodą od reszty. Przykuwały jej uwagę także kolce, które pod niewielkim naciskiem jej palca potrafiły zranić jej delikatną skórę.
Wiedziała, że wprawia w zakłopotanie dziadków, że pewnie zastanawiają się jak pomóc swej wnuczce, ale akurat w tej kwestii była paskudną egoistką. Mieli jej współczuć i cierpieć razem z nią. Każdy musiał to z nią przechodzić i ją wspierać... Być po jej stronie.
Nagle poczuła ciepłą dłoń na swym ramieniu, a przez jej ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
Wzdrygnęła się.
- Sofie, pamiętasz mnie? To ja, Aurora... Bawiłyśmy się razem w tym ogrodzie jako dzieci. - Powiedziała cicho.
Oczywiście, że pamiętała. Kojarzyła każdy dzień spędzony z tą dziewczyną. Przeważnie były to miłe chwilę, które teraz przyprawiają Sofie o mdłości.
Aurora była sympatyczną dziewczyną, pełną uroku, siły i miłości do bliźnich.
Sofie grzecznie odwróciła się w jej stronę, jednak zaczęła tego żałować, gdy zobaczyła, pełne szczęścia, oczy dziewczyny. Poczuła w sercu ukłucie zazdrości, jednak mimo to ukryła swoje wewnętrzne uczucia i stała się kimś kim nie jest.
Rzuciła się dziewczynie na szyję i mocno ją przytuliła.
- Auroro, moja droga, cóż za piękna kobieta z ciebie wyrosła! - Pogładziła jej falowane, kasztanowe włosy. - Pewnie masz już jakiegoś adoratora, co? - Spytała, choć ledwo wypowiedziała te słowa.
Dziewczyna w odpowiedzi lekko się uśmiechnęła. Została wcześniej uprzedzona o stanie Sofie, więc zważywszy na jej samopoczucie nie odzywała się w tym temacie. Usiadła obok niej, próbując przystosować się do obecnego zachowania przyjaciółki z dzieciństwa.
- Sofie, może gdzieś pójdziemy? Sycylia jest piękna. Zresztą sama wiesz. Nie zaszkodzi ci jak odświeżysz sobie pamięć, prawda? - Spytała się niepewnie, uważnie obserwując jej reakcje.
Sofie czuła się dość nieswojo, choć w głębi duszy cieszyła się trochę z towarzystwa rówieśnicy. Chwilę później ponownie poczuła złość i zazdrość, choć jak na razie nikt jej nic nie zrobił. Rozzłościło ją szczęście dziewczyny.
Jednak po chwili zaczęła się zastanawiać i knuć ohydne plany.
Bo niby dlaczego miałaby nie zburzyć jej szczęścia...?
- Daj mi piętnaście minut.
Prolog - Garrote. -
10/04/2009 21:30:56
Człowiek aż do ostatnich chwil swego życia jest święcie przekonany, że po niego śmierć nie przyjdzie. Ma nadzieję na pomoc, cud, cokolwiek, co mogłoby go uratować z opresji.
Ludzie giną przeważnie dlatego, że są ścigani przez własne Cienie, które nie pozwalają im mówić tego co myślą, tylko to , co wypada.
Cienie oferują pomoc, lecz wcześniej uprzedzają. W przypadku nieposłuszeństwa, braku całkowitej lojalności, bądź co gorsza - zdrady , tracisz to, co cenne. Najcenniejsze.
...
Usiadł wygodnie na kanapie popijając whisky. Rzadko pił, jednak sytuacja wymagała tego, że musiał wlać do żołądka jakiś mocny trunek.
Nigdy nie okazywał innym, że się boi. Uważał to za oznakę słabości. Wolał ją doskonale skrywać pod maską i dopiero ujawniać w domu, gdzie był sam.
Był cholernie przerażony.
Gdy zapalał cygaro dłonie mu drżały.
Cały swój dorobek, całe bogactwo , które gromadził przez większość życia przepadnie bezpowrotnie.
Przepadnie i on.
Bał się coraz bardziej. Liczył na jego łaskę, na jego dobre serce, na wyrozumiałość. Doskonale wiedział, że on nigdy nie robił wyjątków i na pewno on nie będzie pierwszym.
Usłyszał kroki.
Ciche, prawie że niesłyszalne.
Próbował dopić whisky , lecz nie zdążył. Zabójca udusił go garotą , a szklanka, która wypadła z dłoni ofiary uderzyła o dywan.
Morderstwo nie trwało długo.
Skuteczna śmierć. Taka na jaką sobie zasłużył.
... Cień go nie obronił, gdyż ostrzegł go wcześniej... Więc doskonale wiedział co grozi za zdradę.
Sirène.
|
|
+ Menu
. Strona główna
. Bohaterowie
. O mnie
. Napisz do mnie
+ Archiwum
+ Spis treści
. Prolog
. Rozdział I
. Rozdział II
+ Ulubieni
+ Statystyki
. Odwiedzin: 2480
. Wpisów w księdze: 7
|
|